| Generał "Nil" w pamięci bliskich i ludzi, których spotkał na drodze życia Polska - to była miłość... |
|
|
| Artykuły | |||
| Wpisany przez Piotr Szubarczyk | |||
|
W pewnym momencie Janina Fieldorfowa szuka słów, szuka formuły, w której mogłaby zamknąć ziemskie posługiwanie swego bohaterskiego męża. Ciśnie się jej na usta słowo "patriotyzm", ale natychmiast przychodzi smutna refleksja, że "to słowo w obecnej rzeczywistości nabrało innego, obrzydliwego wydźwięku". Pamiętajmy, że jest rok 1977. "Patriotyzmem" szermuje się przy każdej okazji i zawsze propagandowo, w kontekście "wiecznej przyjaźni" ze Związkiem Sowieckim, którą rok wcześniej zapisano nawet w konstytucji PRL! Szukając dalej odpowiedniego słowa, Janina Fieldorfowa mówi w końcu prosto z serca: "To raczej miłość. Miłość ta przewyższała wszystkie inne uczucia. Polska. W imię tej miłości, nie oglądając się, ruszył z domu 6 sierpnia, szczęśliwy, że będzie służył Tej, którą tak kochał, która potrzebowała takich jak on zapaleńców". Aby zobrazować swoje niezwykłe stwierdzenie, Janina Fieldorfowa przypomina okoliczności, w jakich rodzina Fieldorfów dowiedziała się, że Emil idzie na wojnę: "W lipcu 1914 r. oddziały strzeleckie otrzymały rozkaz być w pogotowiu. Emil bez wahania zgłosił się jako ochotnik, a dopiero potem oświadczył rodzinie, że prawdopodobnie w pierwszych dniach sierpnia wyruszy ze swym oddziałem w kierunku... W jakim? Nie wiedział, ale wszystko jedno... Pójdą na Moskala! Matka płakała i gorączkowo szykowała to, co miał zabrać ze sobą. Ojciec oświadczył krótko: 'No cóż, idź. Sam bym poszedł, żeby nie rodzina'. 6 sierpnia 1914 r. o świcie rodzice odprowadzili Emila na miejsce zbiórki Pierwszej Kompanii Kadrowej". Świadectwo córkiIleż to razy rozmawiałem o "Nilu" z jego córką - Marią Fieldorf-Czarską, która w pełni zasługuje na miano strażniczki pamięci Ojca! Za każdym razem pani Maria zaskakiwała mnie czymś nowym. Niedawno oglądaliśmy razem wersję demonstracyjną filmu Ryszarda Bugajskiego "Generał 'Nil'". Jest tam bardzo dobra od strony sztuki filmowej scena ostatniego widzenia w więzieniu, przed zbrodniczą egzekucją. Żona i córki żegnają się z mężem i ojcem. Płaczą i mają żal, że się nie ugiął, choćby ze względu na nich... Scena fikcyjna, bo takich zbiorowych widzeń nie było, ale reżyser chciał pokazać rozdarcie człowieka, który pragnie być do końca wierny swoim ideałom i który jednocześnie widzi cierpienie swoich bliskich. Mógłby im ulżyć, przyjmując propozycję wroga, ale przecież nie może tego zrobić. "To jest lipa" - skomentowała krótko pani Maria. "My nigdy nie histeryzowałyśmy i nie nalegałyśmy na Ojca, by zrobił tak czy inaczej. Cierpiałyśmy, ale wiedziałyśmy, że On zachowa się jak trzeba. Ufałyśmy mu". W jednym tylko przypadku nie posłuchały: kiedy zakazał im wnoszenia prośby o łaskę. On nie mógł i nie chciał, ale one potraktowały to jak powinność. I tak na nic się zdało... Z wielkim bólem...Kiedy czytamy tak liczne dziś relacje o "Nilu", pisane z perspektywy jego męczeńskiej śmierci za Polskę, zawsze czai się wątpliwość: a może on taki nie był, tylko po tym, co się stało, każdy chce mówić o nim tylko dobrze? Nawet kiedy słuchamy Janiny Fieldorfowej, która mówi o tym, że Emil Fieldorf "był kochany przez podoficerów i żołnierzy, bo nie potrafił nigdy przejmować się zbytnio guzikami czy źle zapiętym płaszczem albo niedokładnie oczyszczonym butem i uważał, że ważniejsza jest postawa żołnierza, jego uświadomienie" - też myślimy przez chwilę, iż te słowa wzięte są z tradycyjnego, idealnego żywota żołnierza i dowódcy - odważnego (hołd cnocie żołnierskiej - virtuti militari), ale i kochanego, podziwianego przez podkomendnych. Kiedy jednak po wielu latach stary człowiek, były żołnierz pułku dowodzonego przez pułkownika Fieldorfa, ma potrzebę, żeby napisać list do jego córki i powiedzieć, jakim człowiekiem był jej ojciec, to już coś znacznie więcej. Tu żadne schematy nie wchodzą w rachubę. Tu mówi się tylko to, co bardzo pragnie się powiedzieć. Pani Maria otrzymała przed sześciu laty list od Bernarda Gruszczyńskiego z Konina: "Z pewnością zdziwi Panią ten list od nieznanej osoby. Otóż melduje się być może jedyny żyjący jeszcze były żołnierz 51. Pułku Piechoty w Brzeżanach, województwo lwowskie (...). Urodziłem się 14 sierpnia 1914 r. w Kleczewie, powiat Konin. W kwietniu 1937 r. zostałem skierowany przez RKU Konin do 51. Pułku Piechoty w Brzeżanach, do miasta urodzenia Marszałka Polski Edwarda Rydza-Śmigłego. Dlaczego skierowano mnie aż do Brzeżan odległych od Konina przeszło 600 km? Nie wiadomo. Do Brzeżan trzeba było jechać koleją z przesiadkami przez prawie pół Polski, około 3 dni (...). Dowódcą 51. Pułku był wówczas ppłk Emil Fieldorf (...). Służba wojskowa w czasie okresu rekruckiego była ciężka (...), dowódca Pułku był jednak bardzo dobrym opiekunem żołnierzy. Dbał o ich wzorowe wyszkolenie bojowe, w wielu wypadkach także i zawodowe, o należyte wyżywienie. Był katolikiem. W każdą niedzielę i święta wojsko z orkiestrą brało udział we Mszy św. Bestialskie morderstwo dokonane na osobie Pana Generała Fieldorfa, wielkiego Polaka, bohatera narodowego i patrioty, wstrząsnęło całą Polską. Ja jako żołnierz Pana Generała wiadomość tę przyjąłem z wielkim bólem. O moim Dowódcy opowiedziałem mojej żonie, moim dzieciom i wnukom". Czy może być piękniejsze świadectwo? "Obywatel Nil"Mówią, że najlepsze świadectwo o człowieku to nie opinia pisana pod wnioskiem o odznaczenie, wyróżnienie, ani ciepłe wspomnienie przyjaciela, lecz to, co da się wyczytać z dokumentów z nim związanych, charakterystyka pośrednia. Tak też można czytać ostatni list dowódcy AK generała Leopolda Okulickiego do "Obywatela Nila", wysłany pocztą konspiracyjną 15 lutego 1945 roku. Zawierał uwagi dotyczące aktualnej sytuacji politycznej: "Sławetną decyzję z Jałty znam. Przewiduję, że mimo protestu naszego Rządu, Sowietom uda się wciągnąć do współpracy z ich 'polskim' rządem część kół politycznych Kraju w takim stopniu, że Anglosasi uważać będą wszystko w porządku i ten rząd uznają. Będzie to wielki krok do wyrażenia 'woli narodu' życia w ramach ZSRR. Dążę do zrealizowania niezależnego od sowieckiej woli polskiego ośrodka dyspozycyjnego, który tu, na miejscu w Kraju, wziąłby na siebie obowiązek prowadzenia walki o wolną Polskę". Dalej są dyspozycje generała Okulickiego dla jego zastępcy. Okulicki nawet nie pyta "Nila", czy po rozwiązaniu Armii Krajowej (19 I 1945) chce być dalej podkomendnym jej ostatniego dowódcy. To dla niego oczywiste, wie, czym jest dla Fieldorfa służba, nawet w warunkach skrajnie niebezpiecznych. Pisze więc: "W związku z tą sytuacją musisz w tej chwili chwytać całość spraw w rękę (...). Wyobrażam sobie to w ten sposób, że (...) kierować musisz siatką AK, a równocześnie intensywnie rozwijać NIE (...). To jest konieczne, bo nie wiadomo, jak długo zatrzymają mnie tutaj sprawy, a poza tym realizacja ośrodka dyspozycyjnego (politycznego) może mnie okupować przez czas dłuższy. Trzymaj się mocno". Patrzył mi w oczy...Pisano nieraz, że w godzinie śmierci przed człowiekiem przewija się film z całego jego życia. Jaki film zobaczył generał "Nil"? Każdy może snuć domysły na ten temat. Posłuchajmy relacji jednego z siepaczy. Prokurator Witold Gatner stał obok naczelnika więzienia, lekarza, strażnika i kata. Czytał "Nilowi" "sentencję wyroku" sowieckiego Sądu Najwyższego w Warszawie. Tak to opisał podczas przesłuchania przez prokuratora Mieczysława Sosińskiego w roku 1992: "Byłem zdenerwowany, napięty. Czułem, że trzęsą mi się nogi. Skazany patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał. Po odczytaniu dokumentów zapytałem skazanego, czy ma jakieś życzenie. Na to odpowiedział: 'Proszę powiadomić rodzinę'. Oświadczyłem, że rodzina będzie powiadomiona. Zapytałem ponownie, czy jeszcze ma jakieś życzenia. Odpowiedział, że nie. Wówczas powiedziałem: 'Zarządzam wykonanie wyroku'. Kat i jeden ze strażników zbliżyli się (...). Postawę skazanego określiłbym jako godną. Sprawiał wrażenie bardzo twardego człowieka. Można było wprost podziwiać opanowanie w obliczu tak dramatycznego wydarzenia". To była śmierć zwycięska! - napisze po latach wrocławska poetka Wanda Sieradzka. Kat się ugiął, ale z katami i ich pomocnikami jest tak, że po każdym potknięciu wstają, otrzepują ubranie i idą dalej. "Nila" nie dało się nikomu zgiąć, więc go zabito. Frangas non flectes - napisał Seneka o człowieku niezłomnym. Można go złamać (zabić), ale nie można go zgiąć. "Nil" był niezłomny. Dlatego chcemy, by żył w naszej pamięci i w pamięci przyszłych pokoleń Polaków. Piotr Szubarczyk
IPN Gdańsk
|




